Jak przez mgłę słyszę kolejny dzwonek czwartego budzika. Za chwilę zaczną wydzwaniać od nowa, ustawione co 5 minut na przemiennie. Moje ciało nie chce. Usiłuję podnieść nogę lub rękę. Bezskutecznie. Wydaje mi się, że dźwięk dzwonka wbija się między budyń, którym jest obecnie mój mózg i grzęźnie w nim, osiada, wycisza się. Po jakimś czasie pojawia się pierwszy przejaw budzącej się aktywności budyniu: wściekłość. Dlaczego u licha muszę wstawać tak wcześnie? Dlaczego to wszystko jest tak debilnie skonstruowane? Zaczynam widzieć teorie spiskowe społeczeństwa przeciwko jednostce niedopasowanej, być może nienormalnej, potrzebującej snu w nieakceptowanym przez owo społeczeństwo przedziałach czasowych…
Dobra, wstaję – i tak jest już 20 minut spóźnienia. Pomiędzy naciąganiem nogawki spodni, parzeniem kawy a myciem zębów zaczynam budzić pozostałe nienormalne jednostki społeczne należące do mojej rodziny. Mąż nie reaguje ani na potrząsanie, ani na gromkie nawoływania typu „wstawaj, jesteśmy spóźnieni”… Starszy paszczak zachowuje się podobnie, tylko przez sen wydaje jeszcze dziwne dźwięki typu „buuuuuuuuuuuuuueeeee”, nakrywając się kołdrą. W końcu z wielkim hukiem zostaje ściągnięty z łóżka za nogę i wyje. Młodszy się budzi z powodu pisków starszego i niezadowolony z przerwanego snu również zaczyna wyć. I tak wyjąc rozpoczynamy kolejny paskudny poranek.
Bo do szkoły na ósmą, do żłobka też na ósmą. Bo kto rano wstaje temu Pan Bóg daje. Bo w pole się chodziło skoro świt. Bo rano mózg pracuje najlepiej. Bo dzieci powinny wcześniej chodzić spać – to moja wina, że nie chcą wstać. Tak mówi „normalna” większość społeczeństwa.
Mit porannej aktywności u dzieci
W szkole mówią, że zajęcia są od ósmej, ponieważ dzieci są wtedy najbardziej aktywne. W żłobku i w przedszkolu mówili to samo. Do żłobka trzeba przychodzić na ósmą, bo inaczej zaburza to paniom przedszkolankom „proces edukacyjny”, który rozpoczyna się o ósmej i kończy o 9:30.
Ponieważ starszy paszczak doszedł już po szczeblach edukacji do drugiej klasy podstawówki mogę stwierdzić jedynie, że też jest nienormalny. W żłobku marudził przez pierwsze godziny przysypiając i wyjąc naprzemiennie, po czym budził się po zakończeniu „procesu edukacyjnego” i osiągając szczyty swych możliwości około 12-stej, kiedy panie usiłowały położyć wszystkie dzieci spać. W przedszkolu również burzył totalitarne plany leżakowania.
W końcu udało mi się po latach znaleźć przypadkiem nienormalne przedszkole, do którego można było przychodzić na 10-tą i nie leżakować. Co prawda nie korzystało się wtedy w pełni z dobrodziejstw edukacyjnych, bo najważniejsze zajęcia i tak były o ósmej, a tańce o siódmej (szczyt aktywności fizycznej?), ale Paszczak jakoś bez pomocy „procesów edukacyjnych” nauczył się czytać w wieku lat 3 z pomocą komputera i nie wykazywał żadnych niedoborów rozwojowych. Ale wszystkiego dobrego było rok, ponieważ rozpoczęła się szkoła podstawowa, a w niej kolejne najważniejsze „procesy” o ósmej…
Na przykładzie 8-letniego paszczaka można powiedzieć, że udawanie choroby w celu zrobienia sobie laby i pospania nie jest problemem matek nastolatków.
Ale to wszystko moja wina, ponieważ za późno kładę Paszczaka spać – dopuszczam się błędów wychowawczych. Tako rzecze mądrość ludowa.
Czy moja mama (jednostka na wskroś porządna i doszczętnie normalna) również dopuściła się błędów wychowawczych, skoro ze mnie wyrosła tak nienormalna jednostka?
Odkąd sięgam pamięcią, miałam problemy z wstawaniem. Nigdy nie zjadłam śniadania, które mama wpakowała mi do tornistra. Z powodu niewyspania aż do popołudnia było mi niedobrze. Najgorszy koszmar jaki pamiętam to było wstawanie w zimie, kiedy jeszcze było ciemno, a z tego niewyspania wydawało się być jeszcze zimniej i koszmarniej. Czy za późno chodziłam spać? Mama kładła mnie spać po dobranocce. Niestety mój mózg wówczas miał szczyty swojej aktywności i przyznaję się czytałam książki chowając się pod łóżkiem.
Ale może to tylko ja i moja rodzina mamy inne rytmy biologiczne. Większość świata to przecież kocha poranek. Szczególnie dzieci – według norm, małe dzieci wstają powszechnie skoro świt. Dlatego żłobki funkcjonują od 6 rano. Poszłam kiedyś do żłobka o 6-tej. Nie było tam nikogo. Żadnej ustawowo pracującej wychowawczyni. Pani sprzątająca powiedziała, że wszystkie dzieci przychodzą na ósmą i większość się spóźnia…
Mit porannej aktywności u nastolatka
Z własnej autopsji mogę powiedzieć tylko tyle, że rzeczywiście w podstawówce miałam mniejsze problemy z wstawaniem rano, bo problem wstawania narastał wraz z wiekiem. Jednak udało mi się ukończyć liceum z ponadprzeciętnymi wynikami mimo 60-cio procentowej nieobecności, lub notorycznym spaniu na ławce.
Pytałam obecnych nastolatków, jak oni sobie radzą z koniecznością wstawania na ósmą.
-„Udało mi się załatwić zwolnienie z wuefu u lekarza, tym sposobem mam półtorej godziny snu więcej we wtorki i czwartki. Niby półtorej godziny to niewiele, ale czuję się o niebo lepiej”
To jedna z wypowiedzi, której chyba nie trzeba komentować. Podobno jakaś klasa gdzieś we Wrocławiu zauważyła, że skoro nie ma już systemu dwuzmianowego to bezsensem jest wstawanie na ósmą, ale cóż… znów się zderzyli z mitami o ich porannej aktywności.
Poranna aktywność studenta
Każdego roku na pierwszych zajęciach ze studentami wspólnie przeglądamy swoje plany zajęć i szukamy w nim dziury, w której moglibyśmy upchać zajęcia z ósmej. Pomimo wcześniejszych problemów rzekomo pochodzących z braku sal i niemożliwością zestawienia zajęć dla 8 grup… jakoś się co roku udaje. Mój upór nie wynika z tego, że jestem jednostką nienormalną. Próbowałam. Jeszcze na pierwszych zajęciach przeważnie był komplet, później frekwencja na zajęciach o ósmej spadała do zera. Nawet najzdolniejsza grupa studentów, która na zajęciach o 19-stej była zawsze w komplecie, po przeniesieniu zajęć na ósmą w kolejnym semestrze zniknęła.
Praca jednostki nie-porannej
Jednostki nienormalne mogą sobie znaleźć nienormalną pracę, w której nie muszą stawiać się na ósmą. Można być freelancerem, można znaleźć jakąś pracę na drugą zmianę, można mieć swoją firmę. Uparta nienormalna jednostka poradzi sobie.
Nie zmienia to jednak faktu, że i tak będzie musiała toczyć walkę przez całe życie ze sobą i społeczeństwem poranka.
Badania potrzeb snu?
Nie znalazłam nigdzie konkretnych danych ile jest procentowo sów i skowronków w każdym społeczeństwie, raczej różne źródła przytaczały różne liczby. Przykładowo wg. badań Horna (
link>>) skowronków i sów jest po 15%, a pozostałe 70% pomiędzy. To jedne z wielu badań, ale wszystkie, do których się dokopałam mówiły, że skowronki to mniejszość.
Dlaczego więc rządzi mniejszość skowronków, zmuszając resztę do codziennych porannych katuszy, wbrew ich biologicznym potrzebom?
Według innych badań belgijskich i kanadyjskich naukowców (
link>>), ludzie sowy są na dodatek bardziej wydajni intelektualnie, pracują dłużej i osiągają przeważnie lepsze wyniki. Doba człowieka sowy nie mieści się w 24-godzinnym rytmie i dlatego też ma problemy z regularnością i spóźnianiem się. Ale obserwując np. charakter równego rodzaju prac możemy zauważyć jak to się wiąże z biologicznym zegarem. Wymieniając swoje uwagi dotyczące opisywanych w tym tekście problemów z prof. T. Cegielskim doszliśmy do takich wniosków jak - praca twórcza i kreatywna, oparta na wiedzy nie znosi limitów (ponieważ zwykle ciąg myśli domaga się rozwiązania problemu, pomysł rozwinięcia itd.). Praca twórcza, naukowa, kreatywna etc. wymaga też skupienia, oraz pełnej przytomności, szczytu aktywności mózgu. Dlatego najlepszą porą dla tego rodzaju pracy jest noc, gdzie nikt nie przeszkadza, nie dzwoni, nie domaga się uwagi – nie rozprasza człowieka zagłębionego w swoich poszukiwaniach. Jest to rodzaj pracy do której lepiej skonstruowani są ludzie-sowy. Aktywność mózgu człowieka sowy rośnie w ciągu dnia aby swój szczyt osiągnąć wieczorem i w nocy.
Z kolei ludzie skowronki u których szczyt aktywności mózgu zaczyna się rano i maleje w ciągu dnia – wieczorem są już zupełnie nie wydajni intelektualnie. Aktywność poranna wiąże się też z innym charakterem wykonywanych prac. Z reguły jest to aktywność związana z ruchem, komunikowaniem się z ludźmi i organizacją. Skowronki często robią dużo szumu, ustawiają i przestawiają, a według badań wyżej przytoczonych naukowców stanu maksymalnego skupienia mogą nie osiągać nigdy.
W dzisiejszych czasach coraz więcej dziedzin gospodarki jest opartych na wykorzystywaniu wiedzy, bądź obrotem informacjami. Coraz częściej od bycia w pracy na ósmą liczy się efektywność tej pracy. Ciągle jednak panuje terror poranka. Odpowiada to jedynie skowronkom, a reszta bezsilnie dopasowuje się. Dlaczego? Żeby nie zostać posądzona o lenistwo?
Skoro społeczeństwo potrafi bronić przed wymarciem rzadkie gatunki mchów, domagać się humanitarnych zachowań wobec wilków, tolerować dyslekcję i ADHD, a także dostosowywać się do innych mniej poważnych odmienności, to czemu ciągle dyskryminuje ludzi z innym niż skowronki zegarem biologicznym? Czemu zmusza dzieci (na które z innej strony dmucha i chucha) do wstawania zbyt wcześnie? Czemu terroryzuje rodziców, przyczyniając się do ich jeszcze większego niedosypiania, skoro walczy o jak największy przyrost naturalny?
Jeszcze na filmach przykładowo z lat sześćdziesiątych widać jak studenci na wykładzie palą papierosy. Dziś nie do pomyślenia. I dobrze, bo dlaczego jakaś paląca część osób miałaby truć resztę grupy. Piszę to jako nałogowy palacz. Uważam, że normy społeczne wprowadzające zakazy palenia w miejscach publicznych są dobre, ponieważ paląca część przestała wpływać na część niepalącą.
Tak też powinno się stać z mniejszością skowronków – powinna przestać oddziaływać na większość, której poranne wstawanie szkodzi (nawet zdrowotnie).
Sen jest wbrew pozorom bardzo ważny, a notoryczne nie wysypianie się również prowadzi do wielu chorób. Niewyspany uczeń jest nieprzytomny i niezdolny do nauki. Niewyspany pracownik - nieprzydatny do kreatywnej pracy.
Czemu nie może być wyboru - dostosowania równych instytucji i usług do różnych trybów życia i czasu pracy? Czy zmiany w szkole nie mogły by być konstruowane według predyspozycji uczniów i rodziców, a nie po nazwisku i według przypadku? Czy dyrektorzy takich placówek nie mogli by konsultować swych decyzji przy konstruowaniu planu lekcji z rodzicami i uczniami? A żłobki i przedszkola – zamiast pracować od 6 do 16, nie mogły by być od 8 do 18? Skoro na szóstą nikt nie przychodzi, a na 16-stą nikt nie zdąża z powrotem z pracy?
Tych pytań mogło by być wiele.
Może kiedyś problem odmienności pod względem snu zacznie być traktowany poważnie.
Na razie terror skowronków każe wstawać najpóźniej o siódmej bo to oznacza pracowitość, odpowiedzialność i energię.
Nie dajcie się sowy – to Wy jesteście mądrzejsze:)
efka_s